Jerzy NOWOSIELSKI (1923-2011), Zielony pejzaż, 1985

Jerzy NOWOSIELSKI (1923-2011), Zielony pejzaż, 1985
cena wywoławcza
90 000 PLN
cena końcowa
90 000 PLN
sprzedaż warunkowa
Estymacje
100 000 - 130 000 PLN
Pozycja posiada cenę minimalną

olej, płótno; 50 x 70 cm; sygn. i dat. na odwrociu: Jerzy Nowosielski 1985;
Pochodzenie: własność prywatna, dar od artysty.
Reprodukowany i opisany:
1. Joanna Pollakówna, Myśląc o obrazach, Warszawa, 1994, s. 126, il. cz.-b. 10;
2. Joanna Pollakówna, Zapatrzenie. Myśląc o obrazach, myśląc o malarzach,[Gdańsk, 2012], il. 98, obraz omówiony na str. 339-342.

Jerzy Nowosielski to niewątpliwie jeden z najbardziej znanych malarzy XX w., który pozostawił po sobie około dwóch tysięcy obrazów oraz niezliczone rysunki. Artysta związany był z krakowskim środowiskiem artystycznym m.in. z kręgiem późniejszej II Grupy Krakowskiej. Poza malarstwem sztalugowym, zajmował się również malarstwem monumentalnym. Prezentowane płótno o kojącej kolorystyce zostało zamknięte w kilku gamach barwnych potęgując efekt pustki, czy też ciszy i kontemplacyjnego skupienia na obrazie lub samej sportretowanej naturze. Oferowany pejzaż Jerzego Nowosielskiego jest jednym z tych obrazów, o których artysta wspominał, że przy ich malowaniu odpoczywa. W jego kompozycjach można dostrzec, jak statyczny wizerunek świata i człowieka zbiega się z rozważaniami filozoficznymi podejmowanymi przez Jerzego Nowosielskiego jako teoretyka, badacza m.in.: historii, świata, czasu, przestrzeni, istnienia - bytu, religii, zależności między poszczególnymi zagadnieniami. Mimo źródeł, z jakich czerpał artysta, daleki był od nazwania siebie mistykiem, wolał określenie mag, rozróżniał pojęcia religii objawionej od religii naturalnej i magii, równocześnie podkreślając fakt, że ta ostatnia jest również sacrum: I ani na chwilę nie przychodzi mi do głowy, że jestem mistykiem. Nic podobnego. Natomiast często wydaje mi się, że jestem magiem. To znaczy, że za pomocą określonych działań powoduję skutki duchowe. A kiedy (…) dopadają mnie okresy wielkiego znużenia, zniechęcenia, jak mi choćby chwilowo obrzydnie zupełnie to malowanie ikon - a to zdarza się dość często - wówczas uciekam do swoich obrazów tzw. świeckich: do swoich pejzaży, do swoich aktów, ale najczęściej do pejzaży, i tak odpoczywam sobie z nimi. I myślę, że przecież to jest to moje prawdziwe malarstwo sakralne, a ikony to jakieś odgrzebywanie spraw (…).
Bibliografia: M. Porębski, Metahistoria. Porwanie Europy, w: Jerzy Nowosielski, [Warszawa] 2003, s. 9-15.



twoje notatki

brak